Dwie lekcje łaciny. Porównaj sposoby ich przedstawienia we fragmentach „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza i „Lekcji łaciny” Zbigniewa Herberta

Podane fragmenty pochodzą z dzieł dwóch różnych epok. Witold Gombrowicz napisał powieść groteskową „Ferdydurke” w 1937 roku, w XX-leciu międzywojennym, gdy miał 33 lata. Natomiast współczesny utwór Zbigniewa Herberta powstał w 1973 roku, na kanwie jego wspomnień z półwiecznego już życia. Został wydany dopiero w 2000 roku w zbiorze „Labirynt nad morzem”.
W pierwszym urywku osoba mówiąca jest jednym z uczniów, ale wypowiada się w sposób obiektywny, w 3 os., jest wszechwiedząca. Ukazana jest w czasie jednej godziny lekcji w późnych latach 30-tych. Wyróżnia kilku swoich kolegów np. Bobkowskiego, Mydlakowskiego, Gałkiewicza. Drugi narrator wypowiada się w 1 os. liczby pojedynczej, gdy mówi o sobie, lub mnogiej, gdy utożsamia się z resztą klasy. Wspomina po latach czasy szkolne, więc ma dystans do nich i obiektywnie je ocenia. Używa wyrażeń wartościujących np. uczyliśmy się w męce, pracowaliśmy w pocie czoła. Nie skupia się na przedstawieniu konkretnej lekcji, ale przedstawia cały tok kształcenia w tym przedmiocie z zaznaczeniem tylko pierwszego spotkania z łacinnikiem.
Profesor z „Ferdydurke” jest niskim staruszkiem o siwych włosach i bródce. Jego cechą charakterystyczną jest mała brodawka na nosie. Jest opisany z dużą pobłażliwością. Zachowuje się przyjaźnie, jest pogodny, ufny i naiwny. Święcie wierzy w zaangażowanie podopiecznych równe jego fascynacji łaciną. Bardzo przejmuje się ich niewiedzą i uważa za wyróżnienie możliwość poznawania takiego klasycznego języka. Dla niego we wspomnieniach cesarza Rzymu jest zawarta cała życiowa mądrość i sprawdzona rada na każdą okoliczność. Wmawia uczniom, że nauka łaciny rozwija człowieka wszechstronnie: „kształci inteligencję, wyrabia charakter, brata z myślą starożytną” i że jest to najważniejszy przedmiot. Nie ukazuje im tego na przykładach, nie tłumaczy, lecz właśnie bezskutecznie próbuje uświadomić. Prawieniem morałów i wdawaniem się w dyskusje traci resztki autorytetu, na co wskazuje niegrzeczna wypowiedź Gałkiewicza „tra, la, la, mama, ciocia, o Boże”. Po nauczeniu wychowanków danego materiału egzekwuje go odpytując według listy z dziennika z tłumaczeń z „Wojny galijskiej” Cezara. Jest to dosyć monotonny, schematyczny i mało atrakcyjny sposób przekazywania wiedzy i zainteresowania przedmiotem. Z racji braku zaangażowania chłopców ich oceny nie są najwyższe. Następnie ćwiczy odmianę czasowników również bez większych efektów.
Nauczyciel Herberta jest zupełnie inny. Nie opisano jego wyglądu, a jedynie wrażenia jakie budzi w uczniach. Utożsamiają go z ideałem mężczyzny i Rzymianina, wyobrażają sobie jako obywatela w todze lub jako dowódcę kohort. Jego pewność siebie, silna osobowość i traktowanie uczniów jak dorosłych i odpowiedzialnych powoduje, że ma wśród nich duży autorytet. Witają się z nim na stojąco, zgadzają się na wprowadzenie wojskowej dyscypliny. Ten pedagog faktycznie uczy i niczego nie wmawia. Gdy coś jest niejasne cierpliwie tłumaczy. Stopniuje trudność poznawanego materiału. Najpierw przerabia najprostszą deklinację, potem koniugację, a dopiero na końcu składnię. Dobiera różnorodne przykłady i teksty. Podsuwa najlepsze sposoby nauki pamięciowej. Po początkowym zapoznaniu z podstawami języka, rozszerza wiadomości podopiecznych o informacje kulturowe, co pozwala im w pełni pojąć mentalność starożytnych mieszkańców Rzymu. Rzadko, aczkolwiek potrafi pochwalić i uśmiechnąć się. Częściej stosuje się jednak do surowej zasady starożytnego prawa i im bardziej zależy mu na wychowankach tym bardziej jest dla nich wymagający. Porywczo wpada w gniew, który okazuje w różny sposób: ironią, negatywnym porównaniem z rówieśnikami sprzed wieków, gromieniem. Często stawia złe stopnie, szczególnie za zbyt potoczne tłumaczenia i odpisywanie prac domowych. Umie zapanować nad strachem i stresem, który zawsze towarzyszy nauce szkolnej. Uczniowie mogą wykrzyczeć złe emocje za pomocą tradycyjnego zdania gladiatorów idących na arenę „Ave Ceasar, morituri te salutant”.
Gombrowiczowscy młodzieńcy bardzo negatywnie podchodzą do łaciny. Traktują ten przedmiot jako zło konieczne i nie są nim zaciekawieni ani nie rozumieją fascynacji nim przez pedagoga. Na wszelkie możliwe sposoby próbują uwolnić się z tego przymusu np. symulacją różnorakich chorób, koniecznością udania się do ubikacji, chowaniem się pod ławkę. Nie uczą się i nie odrabiają prac domowych, ponieważ nie widzą w tym sensu. Dlatego nikt nic nie umie i nie mogą improwizować przy odpowiedzi. Dochodzi do tego lekceważący stosunek do nauczyciela i negacja wszystkich jego poczynań. Nie trafiają do nich żadne jego argumenty. Nie boją się go, nie szanują. Przed całkowitym brakiem przyzwoitego zachowania się w kontaktach z nim zatrzymuje ich jego władza. Patrzą na niego przez pryzmat możliwości stawiania ocen i to one budzą w nich lęk.
Koledzy Herberta podchodzą do przedmiotu bardziej dojrzale i świadomie. Chcą poznawać język mimo, że wymaga to od nich wielu wyrzeczeń i wysiłku. Sami przyznają, że pokonywanie trudności związanych z nauką łaciny pomaga pokonać ich słabości i wyrabia charakter. Często dostają złe oceny, ale to nie osłabia ich zapału, tylko pobudza do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Ciekawią ich realia starożytnego Rzymu, zastanawiają się jak żyli ich rówieśnicy przed wiekami. Po pierwszym etapie żmudnej nauki zaczynają fascynować się zarówno rzymską cywilizacją, jak i samym językiem: jego brzmieniem, prostotą i klasycznością. Cieszą się widząc swoje postępy i przyswojoną wiedzę. Doceniają surowość nauczyciela, nie chcą go zawieść. Z pokorą przyjmują jego wybuchy gniewu i własne niepowodzenia.
Obaj autorzy inaczej postrzegają podany temat we względu na różnicę doświadczeń i formę wypowiedzi. Gombrowicz skończył swoją edukację na krótko przed napisaniem „Ferdydurke”, miał świeżo w pamięci szkolne boje. Ponadto zastosował groteskę w kreowaniu rzeczywistości przedstawionej w książce. Do prozatorskiej narracji włączył m. in. dialog profesora z Gałkiewiczem zapisany w sposób dramatyczny. Język wypowiedzi jest potoczny i zawiera kolokwializmy z gwary uczniowskiej (sztyk, atoli, zdolen, uroić sobie problem, kic). Chociaż opisy dotyczą mniej więcej tego samego okresu historycznego to Herbert snuł wspomnienia z dystansu długiego życia i przez pryzmat późniejszych przeżyć. Użył gawędziarskiego, ale literackiego stylu. Zdania są zazwyczaj wielokrotnie złożone i bogate.
Zasadnicze różnice występują też w treści fragmentów. Odmienne są osobowości opisanych nauczycieli, sposoby przekazywania i egzekwowania wiedzy, reakcje uczniów i ich stosunek do przedmiotu i wykładowcy. Ważne jest także dlaczego nauka łaciny została przerwana. U Gombrowicza „zagrażać jęła powszechna niemożność”, czyli niechęć do języka i negacja wysiłków profesora. Być może była to klasa młodszego rocznika niż autora „Labiryntu nad morzem” lub mniej dojrzała, na co wskazuje wymowa całości „Ferdydurke”. Herbertowi w zgłębianiu tajników łaciny przeszkodził czynnik zewnętrzny: „barbarzyńcy”. Mowa tu o hitlerowskim ataku na Polskę w 1939 roku rozpoczynającym II wojnę światową. Dlatego, opowiadając o tym samym okresie, pisarze przedstawili różne sposoby opisania nauki łaciny.