Tragizm pokolenia Kolumbów w świetle wybranych wierszy K. K. Baczyńskiego

Krzysztof Kamil Baczyński, urodzony w 1921 roku, należał do tzw. w literaturze pokolenia Kolumbów. Była to generacja, która jako pierwsza urodziła się i wychowała w wolnej Polsce, o której marzyli ich przodkowie przez 123 lata zaborów. Niestety tym boleśniejszy był kontrast między szczęśliwym dzieciństwem a przyspieszoną dorosłością przypadającą na okres wojny i okupacji hitlerowskiej. Sama nazwa została przyjęta na podstawie książki Romana Bratnego z 1957 roku pt. „Kolumbowie. Rocznik 20”.
Baczyński zdążył zdać maturę jeszcze przed wojną, w czerwcu 1939 roku, w Gimnazjum im. S. Batorego razem z m. in. Tadeuszem Zawadzkim i Janem Bytnarem (bohaterami „Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego). Śmierć ojca (27. 07. 1939.), załamanie matki i wybuch wojny zmusiły rozpieszczonego jedynaka do stania się głową rodziny i rezygnacji ze studiów we Francji. Uczył się na tajnej polonistyce Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie poznał swoją przyszłą żonę Barbarę Drapczyńską. Żeby nie denerwować chorej na serce matki, ujście swoich przemyśleń i frustracji znajdował w pisaniu poezji. We wszystkich utworach wspominał o trudnej rzeczywistości w jakiej żył. Ich tematyką było głównie: brutalne przerwane dzieciństwo i dojrzewanie okupacyjne, określenie punktu, w którym jest cywilizacja i humanitaryzm, miłość napiętnowana przez śmierć oraz trudność moralnych wyborów. Do jednych z najbardziej znanych jego wierszy należą: „Pokolenie” z 1941, „Pokolenie” z 1943, „Elegia o…[chłopcu polskim]”, „Z głowa na karabinie” i „*** (Niebo złote ci otworzę)”.
Poeta bardzo często ujawniał w dziełach swoją obecność jako przedstawiciel zarówno swego pokolenia, jak i wszystkich ludzi żyjących w latach 1939-1944. W tych opisach przedstawiali się jako napiętnowani wojną i jej okrucieństwem, przywykli do łapanek, egzekucji, tortur („dorośli w czasie do trumny”, „przemierzyłeś najwstydliwsze z ludzkich dróg”). Czuli się śledzeni, zaszczuci i zastraszeni psychozą terroru hitlerowskiego, wiedzieli, że każdy ich krok jest kontrolowany („straszeni po nocach obciętą głową”, „o oczach stężałych”, „ludzie krzyczą przez sen”, „usta ściśnięte”, „twarz wilcza”, „czuwają w dzień i słuchają w noc”, „uciekają przed węszącym nosem”, „odchowany w ciemności”, „odkarmiony bochnem trwóg”). Dlatego byli niespokojni i pełni obaw o przyszłość. Znali losy zamordowanych lub wywiezionych znajomych, przyjaciół lub członków rodzin („po nocach śni się brat, który zginął”). Dlatego część społeczeństwa wytworzyła w sobie mechanizmy obronne, które prowadziły do odhumanizowania człowieka i upadku cywilizacji. Wokół niej było tyle krzywdy bliźnich, że ich cierpienie nie wywoływało już żadnego sprzeciwu („wojna zamienia ich serca w kamienie”). „Żyła w jamach”, niekiedy nawet dosłownie, i była nazwana „złymi troglodytami”, których priorytetem była instynktowna wola przeżycia. Wojna wymagała od nich, że jeśli chcą przetrwać, muszą „nauczyć się, że nie ma litości, (…) nie ma sumienia (…), nie ma miłości”, czyli wyzbyć się wszystkich wyższych uczuć, które są wyznacznikami człowieczeństwa. Jednak mimo tego prądu, Kolumbowie zachowali w swej trudnej i wczesnej dorosłości wrażliwość i nieme współczucie („krzemienne twarze o wrośniętych słonych łzach”, „czy to serce pękło”). Nawiązali do baśni Andersena „Królowa śniegu” i prosili o wyjęcie „szkła bolesnego” z ich oczu, czyli obrazu rzeczywistości, jaka ich otaczała, a z którą nie mogli się pogodzić. Niektórzy walczyli zbrojnie przeciwko hitlerowcom („wyszedłeś z czarną bronią w noc”, „we włosach pył bitewny”). Inni byli wewnętrznie rozdarci czy lepszą bronią jest poezja czy karabin. W tym drugim przypadku śmierć była prawie pewna.
II wojna światowa przerosła wszelkie wyobrażenia o okrucieństwie w dziejach ludzkości, tak na świecie, jak i w Polsce. Przerażała głownie tym, że usankcjonowane prawem ludobójstwo stało się codziennością. Każda zbrodnia stała się dopuszczalna, wszelkie hamulce zostały zlikwidowane, a ich miejsce zajęła jedynie ślepa, destrukcyjna siła. Baczyński bardzo metaforycznie przedstawił te wydarzenia, szczególnie licznie używając peryfraz („rosa czerwona”, „żelazne łzy”, „haftowanie oczu rudą krwią”, „rzeka ognia ścięta purpurową krą”, „płonące rzeki krwi”). Obraz wojny przetworzył przez poetycką wyobraźnię na miarę Słowackiego i nie opisał go wprost, bo ta wizja byłby zbyt straszna w swej dosłowności. W przytoczonych wierszach również zostały użyte m. in. porównania („obcięta głowa straszy jak krzyk”, „krąg jak nożem z wolna rozcina”), personifikacje („ziemia bólem dojrzewa”, „chmury suną drapieżnie”) i epitety („dno śmierci”, „twarda ziemia”, „czarny pył bitewny”). Dzięki nim autor, wzorując się na Norwidzie, wymagał od czytelnika wysiłku intelektualnego.
Poeta stosował w swej twórczości kilka konwencji literackich, które można zaobserwować w przytoczonych wierszach. Wyraźnie widać katastrofizm i odwołania apokaliptyczne. W „Pokoleniu” z 1943 roku sugerowany był powrót wielowiekowej cywilizacji człowieka do punktu wyjścia, czyli zaprzeczenie dotychczasowym osiągnięciom technicznym i moralnym. Piekło codzienności i wszechobecna śmierć spowodowały nawet nazwanie przez teoretyków literatury II wojny światowej „apokalipsą spełnioną”. Najlepiej oddają ją wyrażenia użyte przez Baczyńskiego, które stały się symbolami wojny: poznanie najwstydliwszych z ludzkich dróg, czas dorastania do trumny, czas wielkiej rzeźby, zaciskający się krąg, czas kaleki. Poza tym autor zastosował nurt ekspresjonistyczny. Wskazuje na to zdeformowanie świata ukazanego zarówno przez wojnę, jak i samego mówiącego („szkło bolesne w oku”), a także kontrasty. Najczęściej są to wspomnienia sprzed 1939 roku i czasy współczesne lub okres okupacji i marzenia o lepszym świecie po przejściu koszmaru. Dominującymi kolorami w tych utworach są barwy jaskrawe i przeciwne: czerń, czerwień, żółć, biel. Czasem rzeczywistość pokazana została jako zapis snu czy sennej wizji jak w „Z głową na karabinie” i „Elegii…”.
Tragizm pokolenia Kolumbów polegał głównie na gwałtownej zmianie sposobu życia i pojmowania świata pod wpływem ekstremalnych przeżyć związanych z wojną. Młodzi ludzie zostali pozbawieni dzieciństwa, niewinności. Wcześniej mieli marzenia, plany na przyszłość, spokój, czuli się bezpieczni. W zamian dostali przyspieszone wejście w dorosłość, jak opisał Kazimierz Wyka „za każdą datą (…) stał obóz, łapanka, tortury, śmierć, Oświęcim. Spieszno więc było i niewiele czasu”. Musieli codziennie obcować ze śmiercią i okrucieństwem. Ich marzenia rozwiały się i chcieli tylko braku niepewności jutra i groźby zabicia lub uwięzienia na każdym kroku. Już nawet miłość traktowali jako antidotum na potworniejącą codzienność. Cierpieli w wymiarze osobistym i narodowym. Często patriotyzm był silniejszy niż logika przetrwania i dlatego szli walczyć zbrojnie i również zabijać. Niektórzy byli pod tym względem rozdarci wewnętrznie. Mieli rodziny na utrzymaniu czy tak jak Baczyński talent, który należało zachować. Ale bycie żołnierzem prawie zawsze oznaczało śmierć. On wybrał walkę czynną i zginął czwartego dnia powstania warszawskiego. Może nie o wszystkich Kolumbach, ale mając na myśli poetów tego pokolenia, Stanisław Pigoń powiedział, że strzelamy do wroga diamentami.